Kolejny nudny dzień, modliłam się po cichu o
dzwonek kończący
ostatnią lekcje. To dziwne, człowiekowi najbardziej na czymś zależy, gdy
tego potrzebuje, kiedy nie jest mu potrzebne zapomina o tym. Ludzie są
fałszywi, nie mówię, że jestem idealna i nie jestem jedną z nich, jestem
jak inni, niczym się nie różnię. Nie chce się do nikogo zbliżać, boje
się zostać zraniona,nie chce przechodzić przez to drugi raz. Obiecałam
sobie, że nigdy więcej nie zaufam innej osobie, nawet Anastazji nie
jestem w stanie do końca zaufać.
Moje rozmyślania przerwał upragniony dzwonek. Z trudem powstrzymałam się od wybiegnięcia z klasy.
Leniwie podniosłam się z miejsca i z wielkim bananem na twarzy
skierowałam się do wyjścia. Nie miałam zamiaru spędzić tu ani chwili
więcej, niż tego ode mnie wymagano. Gdy tylko wyszłam z klasy cicho
sapnęłam na widok mojego prześladowcy. Stał w towarzystwie dziewczyn z
równoległej klasie. W końcu ruszyłam w stronę dziewczyny od której
poprzedniego dnia pożyczyłam notatki. Pech chciał, że dziewczyna była
jedną z osób które rozmawiały z Jasiem. O ile rozmową można nazwać
ślinienie się, patrzenie na niego maślanymi oczami oraz westchnienia
skierowane w jego kierunku, kiedy się o coś je zapytał lub je zaczepił.
Sięgnęłam do torby po zeszyt i coraz bardziej zbliżałam się do grupki. Z każdym krokiem czułam się coraz nie pewniej. "To tylko zwykła rozmowa, czymś się tak stresujesz? Głupia!" Karciłam się w myślach.
Pewniej podeszłam do dziewczyny i ją zaczepiłam, widziałam w jej spojrzeniu gniew.
-Twoje notatki.-Podałam jej zeszyt. Ona tylko parsknęła i wróciła do ślinienia się do swojego bóstwa.
-Kogo ja widzę?-Usłyszałam śmiech chłopaka, zrezygnowana odwróciłam się w jego stronę.
-Znowu chcesz się ze mnie ponabijać?-Usłyszałam śmiech, tylko tym razem barytonie chłopaka towarzyszyły chichoty dziewczyn "No Pięknie.". Pomyślałam i złożyłam ręce pod piersiami, uwydatniając je.
-Widzę, że wypiękniałaś w niektórych miejscach.-Mówiąc to narysował w powietrzu zarys moich piersi i pupy.
-Proszę
Cię, jeżeli jestem twoim kolejnym celem do zaliczenia to sobie
odpuść.-Powiedziałam z oburzeniem i skierowałam w stronę wyjścia ze
szkoły. Jak ja tego dupka nienawidziłam! Zawsze wytykał mi błędy, od
dzieciństwa. Tak, zagadka rozwiązana, to on stracił moje zaufanie w
dzieciństwie. Ale innym razem o tym, teraz bardziej mnie obchodzi co ten
baran pajacuje. Otóż, biegnie do mnie, ale nie tak jakby chciał mnie
dogonić, tylko mnie wyprzedzić. Zdezorientowana odwróciłam się w stronę
którą przed chwilą podążałam. Zauważyłam na drzwiach czarnego BMW żółtą
karteczkę. Po chwili już biegłam w kierunku samochodu. Jaś nie miał ze
mną szans, nigdy nie interesował się sportem, chyba że ruchanie też się
zalicza do sportu. gdy znalazłam się przy samochodzie, oderwałam
karteczkę i spojrzałam za zziajanego Jasia.
-J..Jak?-Wydyszał z siebie i oparł się o drzwi.
-To
tylko i wyłącznie moja sprawa.- Poklepałam go po głowie, oczywiście
musiałam stanąć na palcach żeby dosięgnąć jego głowy. Podniosłam torbę z
ziemi i znowu ruszyłam w swoją stronę.
jak
tylko dotarłam do domu, zrzuciłam buty i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam
za sobą drzwi na klucz, upewniając się, że nikt nie będzie mi
przeszkadzał. Osunęłam się na ziemie i kopnęłam torbę w stronę biurka.
Dopiero teraz przypomniałam sobie o karteczce. Leniwie podniosłam się z
miejsca i podeszłam do torby, gdzie była schowana. W końcu ją
wygrzebałam spomiędzy zeszytów i książek. Przeczytałam na głos napis.
"Zabawę czas zacząć! Trzymajcie się wskazówek i rozglądajcie się
dookoła." Może w końcu wyjaśnię o co chodzi z tymi karteczkami. Dawno
temu w dzieciństwie razem z Jaśkiem zgodziliśmy się na grę mojego wujka.
Polegała na znalezieniu wszystkich karteczek, które były ponumerowane.
Czemu to robiliśmy? Dla nagrody, ten kto przegrał miał spełnić życzenie
wygranego. Świetnie się bawiliśmy, jednak wtedy wujek wyjechał i
próbowaliśmy to zrobić na własną rękę, jednak nam nie wyszło i wtedy
straciłam do niego zaufanie. Nie chodzi o to, że nie udało nam się.
Jasiek...On... nieważne... to nie czas i miejsce na wspominanie tego.
Ale jeżeli pojawiły się karteczki to... wujek wrócił!
Szybko
doprowadziłam się do porządku, zabrałam telefon i wyszłam z pokoju.
Zbiegłam po schodach, o mało nie zabijając się przez jeden pominięty
schodek. Założyłam buty i krzyknęłam krótkie "wychodzę".
Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam biec dobrze znana mi droga.
Popychałam ludzi, przewracałam się, byleby dostrzec do domu, w którym
niegdyś spędziłam w nim cale dnie, ale gdy wujek wyjechał musiałam
znaleźć inne miejsce. Gdy tylko dotarłam do wujka, od razu wbiegłam do
salonu. Stanęłam w miejscu i ze zdziwieniem na twarzy obserwowałam osoby
w salonie, które tak samo jak ja były zdziwione.
***
I oto kolejny rozdział *o* Nie jestem z niego zadowolona :C
Następny rozdział nie będzie tak szybko, bo wczoraj dostałam szlaban :''') Kocham Cię tato <3
Sarkazm bardzo...
~Czytasz? Zostaw komentarz C: ~
Czekam :3
OdpowiedzUsuńNexta proszę :3
OdpowiedzUsuń