wtorek, 3 listopada 2015

#3

-Musimy omówić parę zasad.- Powiedział przyciszonym głosem.
-Ej! Żadnych zasad nie było!- Wykrzyczałam wprost do jego ucha, na co on momentalnie postawił mnie na ziemi.
-Siadaj.-Usłyszałam Jasia, który dotychczas nie odezwał się ani słowem.
-Chodzi o to że...-Zaczął Paweł.
                                                       ***
Usiadłam wygodnie na krześle, wysłuchując monologu Pawła.
-...I nie możesz nikomu o tym powiedzieć. Wole nie myśleć co by się stało gdyby...
-Taaaaak, jasne zrozumiałam.-Przerwałam chłopakowi i skierowałam się do drzwi.
-Tylko pamiętaj, nikomu nie możesz powiedzieć.-Janek powtórzył słowa Pawła i  rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie.
-Spokojnie, nawet jeżeli laski by się o tym dowiedziały, to wątpię aby przestały ci się wpychać do łóżka.-Uśmiechnęłam się sarkastycznie a po chwili się śmiałam, widząc błysk w oczach Janka.
-Pfff... One nie są tobą, żeby pchać się każdemu do łózka, nie patrząc na to kim jest. Przeczuwam, ze nawet nie znasz imion swoich kochanków.-Zachichotał i oparł się o ścianę.
-I kto to mówi? Bierzesz się za wszystko co ma cycki, fajna dupę i jest chętna do współżycia.-Taka jest prawda. W jedna noc zaliczy 3 panienki i jeszcze spokojnie zdarzy na imprezę do kumpla.
Założyłam buty, czując na sobie wzrok Janka. Nie mogę uwierzyć,że ktoś taki był moim najlepszym przyjacielem w dzieciństwie. Każda laska lgnęła do niego jak ćma do światła. Ja byłam wyjątkiem, nigdy nic w nim nie widziałam. Nawet w dzieciństwie nie wyobrażałam sobie, że może być między nami coś więcej niż przyjaźń. Może dlatego od zawsze nikt nie chciał się ze mną zadawać? Tylko dlatego, że jestem inna. Nie nosze szpilek i miniówek,  które ledwo zasłaniają mi dupę. Preferuje  glany i creepersy. Wole mocne brzmienie od kiczowatego popu, którym każdy się jara w mojej szkole. Od zawsze taka byłam i nie zamierzam nic z tym robić. Nie chce być taka jak wszyscy, nie chce słuchać tej samej muzyki jak wszyscy, nie chce ubierać się tak jak wszyscy. A zmiana szkoły nie wchodzi w grę. Mieszkam w dość małej miejscowości, gdzie każdy zna każdego. Jest tu tylko jedna szkoła, a najbliższa taka placówka znajduje się jakąś 40 minut stąd. Może i mogłabym się wyrobić na tego busa do centrum, ale boję się. Boję się tego, że ludzie stąd będą mnie wyśmiewać przez to, że przed nimi uciekłam, bo do nich nie pasowałam.

Otworzyłam drzwi do domu, gdy tylko znalazłam się pod budynkiem. Powiedziałam ciche 'jestem' i wbiegłam po schodach na górę. Uchyliłam drzwi do mojego pokoju, spodziewając się, że coś na mnie wyskoczy, ale nic takiego się nie zdarzyło. Weszłam do pokoju i nie pewnie rozejrzałam się po pomieszczeniu. Podeszłam do łóżka i z wielkim uśmiechem rzuciłam się na poduszki, które pod wpływem ciężaru wydały z siebie ciche 'puff'.
-Mikuś- Zawołałam zwierzaka, który po usłyszeniu mojego głosu, wyszedł leniwie z szafy i skoczył mi na łóżko. Zaczęłam głaskać kocura, który zaczął mruczeć i ocierać się o moją głowę.-A może tak przeprowadzę się do centrum... co o tym myślisz kotku?-Zapytałam pupila, który na moje pytanie cicho zamiauczał i położył się obok mnie.-No tak, przecież ty nie myślisz.-Szepnęłam, na co kot spojrzał na mnie i zrobił oburzoną minę. Czasami mam wrażenie, że ten kot mnie rozumie i umie mówić, ale jest zbyt leniwy. No bo po co odpowiadać człowiekowi, który pogrąża się w samotności i jest skłonny rozmawiać ze zwierzęciem a nawet rozmawiać sam ze sobą... trzeba czasami porozmawiać z kimś na swoim poziomie intelektualnym. 

Nagle usłyszałam ciche pukanie do mojego okna. Obróciłam się o 180 stopni i lekko się podniosłam, widząc kto zawitał na moim balkonie. Leniwie się podniosłam, niczym mój kot i wydałam z siebie ciche 'miał'. Chyba spędzam za dużo czasu z moim kotem, skoro zachowuje się tak jak on. Spojrzałam na kota, który aktualnie rozłożył się na łóżku, korzystając z tego, że zwolniłam miejsce. Jak ja mu zazdroszczę. Nie musi się o nic martwić, nie ma żadnych problemów. No chyba, że jego pani zapomni mu dać jedzenia, to sam musi się pofatygować na dwór i złapać jakąś mysz, albo jakiegoś ptaka.
Wracając do naszego gościa na balkonie, chyba zaczął się niecierpliwić, widząc, że przyglądam się kotu i pogrążam się w swoich myślach. Oj Olka, za dużo czau spędzasz samotnie, musisz wyjść na dwór i... właściwie co ja tam będę robić? Nie mam żadnych przyjaciół, z którymi mogłabym gdzieś iść. Moim jedynym towarzyszem jest mój kot, który swoją drogą chyba mnie nie lubi.
A więc wracając po raz kolejny do naszego gościa, to chyba naprawdę zdenerwował. Skąd to wiem? Wyskoczyła mu pulsująca żyłka na czole i patrzy się na mnie, jakby chciał mnie zabić. Dobrze, że wzrokiem nie można zabijać, bo byłabym już dawno martwa. Otworzyłam drzwi balkonowe i wpuściłam chłopaka do środka.
-A więc czego chcesz?-Zapytałam wprost.
                                                       

                                               ***
Hejka misiaczki! Tak wiem, zrobiłam długą przerwę, ale mam słomiany zapał ;w;
Macie kolejny rozdział przygód naszych bohaterów ^^
Rozdział dedykuje Hobsiakowi, bo przez niego przypomniałam sobie o blogu.. xD
~Czytasz? Zostaw komentarz  C: ~

niedziela, 10 maja 2015

#2

Popychałam ludzi, przewracałam się, byleby dostrzec do domu, w którym niegdyś spędziłam w nim cale dnie, ale gdy wujek wyjechał musiałam znaleźć inne miejsce.  Gdy tylko dotarłam do wujka, od razu wbiegłam do salonu. Stanęłam w miejscu i ze zdziwieniem na twarzy obserwowałam osoby w salonie, które tak samo jak ja były zdziwione.
                                                                   ***

W salonie stał Jaś i wujek, widać była po nich, że to była dość poważna rozmowa.
Są poważni... za bardzo poważni, coś mi tu nie gra.
Chłopcy patrzyli na mnie z przerażeniem, zdziwieniem i ...rozpaczą? Nigdy nie widziałam tego w oczach tej dwójki, a szczególnie Jasia. Zawsze w jego oczach było widać radość.
-Hej Paweł.- rzuciłam do brata Jasia. Już wyjaśniam, Paweł nie jest moim prawdziwym wujkiem, gdy byłam mała tak do niego mówiłam i tak pozostało, dziwnie by było gdybym zaczęła do niego mówić po imieniu.
-Hej mała.-Uśmiechnął się do mnie smutno i roztrzepał mi ręką włosy.

-Co się stało?-Spytałam, było po nich widać, że jest coś nie tak. To musiało być coś poważnego, zawsze umieli maskować uczucia.
-Nic...-Powiedział z wahaniem i odszedł do kuchni, od razu ruszyłam za nim.
-Przecież widzę, że coś nie gra. Martwię się o was.-Oparłam się o blat a on znowu na mnie spojrzał, szkliły mu się oczy. Nie wytrzymałam, podeszłam do niego i mocno przytuliłam. Zaczęłam go pocieszać. Musiało to wyglądać komicznie, był ode mnie większy o dwie głowy.
Było mi go szkoda, naprawdę musiało się stać coś bardzo strasznego, on  nigdy nie dawał po sobie poznać smutku. Zawsze chodził uśmiechnięty i poprawiał każdemu humor. Nigdy nie widziałam go tak przybitego i smutnego, ba nigdy go takiego nie widziałam.

Poczułam na swoim ciele rozluźniający się uścisk i po chwili mogłam zobaczyć taką samą, roześmianą twarz jaką ma zawsze. To boli, cholernie boli gdy tak bliska osoba jest smutna a ty nie możesz nic z tym zrobić, nawet nie wiesz czemu jest smutna.
-Przepraszam.-Uśmiechnął się i wziął mnie na ręce. Przestraszona tym nagłym ruchem kurczowo złapałam się jego szyi i spojrzałam na niego wściekła, ale gdy zobaczyłam smutek w jego oczach na tej roześmianej twarzy, od razu moja złość ulotniła się w powietrze.
-Za co przepraszasz?- Wymusiłam uśmiech i zaczęłam się uwalniać z jego uścisku, ale gdy próby wydostania się spełzły na marne, poddałam się.
-Że musiałaś mnie widzieć w takim stanie.-Na jego policzkach zakwitł rumieniec.
-Smutek to rzecz ludzka, nie masz się czego wstydzić.-Wyszczerzyłam kiełki w uśmiechu.
Niestety ten piękny widok zawstydzonego chłopaka przerwało mi chrząknięcie.
Powoli odwróciłam się w stronę odgłosu i ujrzałam w drzwiach Jaśka. Jak ja go nienawidzę, wspominałam? Czemu przerwał mi w takim momencie? Może nie jest to jakiś nadzwyczajny moment ale... czemu?
Spiorunowałam go wzrokiem i założyłam ręce pod biustem, jak to miałam w zwyczaju.
-Przeszkadzam?-Zapytał się niewinnie robiąc maślane oczka. Już miałam mu coś powiedzieć, ale Paweł mnie wyprzedził.
-A niby w czym?
-Obserwowałem was od paru minut i jakoś nawet nie zauważyliście mojej obecności. Kto wie co bym mógł zobaczyć jakbym wam nie przerwał?- Zrobił minę pedofila, na co ja spaliłam buraka i spuściłam głowę w dół, nagle buty stały się takie interesujące.
-Musimy porozmawiać.- Usłyszałam głos Pawła i popatrzył na mnie znacząco, wywiercając wzrokiem dziurę w moim ciele. Może nie widziałam jego twarzy, ale miałam przeczucie.
-Nie będę wam przeszkadzać.-Powiedziałam cicho i zrobiłam krok w stronę wyjścia, nagle z pod nóg uciekła mi ziemia i przerażona zaczęłam piszczeć i machać nogami we wszystkie strony,
-Z tobą też chce porozmawiać.- Usłyszałam głos Pawła tuż przy moim uchu, na co ciarki przeszły mi po plecach i momentalnie się uspokoiłam.
-O czym chcesz porozmawiać?- Odchyliłam głowę w lewą stronę, żeby lepiej widzieć Pawła.
-Musimy omówić parę zasad.- Powiedział przyciszonym głosem.

-Ej! Żadnych zasad nie było!- Wykrzyczałam wprost do jego ucha, na co on momentalnie postawił mnie na ziemi.
-Siadaj.-Usłyszałam Jasia, który dotychczas nie odezwał się ani słowem.
-Chodzi o to że...-Zaczął Paweł.
                                                            ***
Uff, kolejny rozdział xD Przepraszam, że taki krótki, ale muszę jeszcze kończyć pakowanie się na wycieczkę. Trzeci rozdział pojawi się NIEBAWEM 8)

~Czytasz? Zostaw komentarz  C: ~

czwartek, 7 maja 2015

#1

Kolejny nudny dzień, modliłam się po cichu o dzwonek kończący ostatnią lekcje. To dziwne, człowiekowi najbardziej na czymś zależy, gdy tego potrzebuje, kiedy nie jest mu potrzebne zapomina o tym. Ludzie są fałszywi, nie mówię, że jestem idealna i nie jestem jedną z nich, jestem jak inni, niczym się nie różnię. Nie chce się do nikogo zbliżać, boje się zostać zraniona,nie chce przechodzić przez to drugi raz. Obiecałam sobie, że nigdy więcej nie zaufam innej osobie, nawet Anastazji nie jestem w stanie do końca zaufać.

Moje rozmyślania przerwał upragniony dzwonek. Z trudem powstrzymałam się od wybiegnięcia z klasy. Leniwie podniosłam się z miejsca i z wielkim bananem na twarzy skierowałam się do wyjścia. Nie miałam zamiaru spędzić tu ani chwili więcej, niż tego ode mnie wymagano. Gdy tylko wyszłam z klasy cicho sapnęłam na widok mojego prześladowcy. Stał w towarzystwie dziewczyn z równoległej klasie. W końcu ruszyłam w stronę dziewczyny od której poprzedniego dnia pożyczyłam notatki. Pech chciał, że dziewczyna była jedną z osób które rozmawiały z Jasiem. O ile rozmową można nazwać ślinienie się, patrzenie na niego maślanymi oczami oraz westchnienia skierowane w jego kierunku, kiedy się o coś je zapytał lub je zaczepił.
Sięgnęłam do torby po zeszyt i coraz bardziej zbliżałam się do grupki. Z każdym krokiem czułam się coraz nie pewniej. "To tylko zwykła rozmowa, czymś się tak stresujesz? Głupia!" Karciłam się w myślach.
Pewniej podeszłam do dziewczyny i ją zaczepiłam, widziałam w jej spojrzeniu gniew.
-Twoje notatki.-Podałam jej zeszyt. Ona tylko parsknęła i wróciła do ślinienia się do swojego bóstwa.
-Kogo ja widzę?-Usłyszałam śmiech chłopaka, zrezygnowana odwróciłam się w jego stronę.
-Znowu chcesz się ze mnie ponabijać?-Usłyszałam śmiech, tylko tym razem barytonie chłopaka towarzyszyły chichoty dziewczyn "No Pięknie.". Pomyślałam i złożyłam ręce pod piersiami, uwydatniając je.
-Widzę, że wypiękniałaś w niektórych miejscach.-Mówiąc to narysował w powietrzu zarys moich piersi i pupy.
-Proszę Cię, jeżeli jestem twoim kolejnym celem do zaliczenia to sobie odpuść.-Powiedziałam z oburzeniem i skierowałam w stronę wyjścia ze szkoły. Jak ja tego dupka nienawidziłam! Zawsze wytykał mi błędy, od dzieciństwa. Tak, zagadka rozwiązana, to on stracił moje zaufanie w dzieciństwie. Ale innym razem o tym, teraz bardziej mnie obchodzi co ten baran pajacuje. Otóż, biegnie do mnie, ale nie tak jakby chciał mnie dogonić, tylko mnie wyprzedzić. Zdezorientowana odwróciłam się w stronę którą przed chwilą podążałam. Zauważyłam na drzwiach czarnego BMW żółtą karteczkę. Po chwili już biegłam w kierunku samochodu. Jaś nie miał ze mną szans, nigdy nie interesował się sportem, chyba że ruchanie też się zalicza do sportu. gdy znalazłam się przy samochodzie, oderwałam karteczkę i spojrzałam za zziajanego Jasia.
-J..Jak?-Wydyszał z siebie i oparł się o drzwi.
-To tylko i wyłącznie moja sprawa.- Poklepałam go po głowie, oczywiście musiałam stanąć na palcach żeby dosięgnąć jego głowy. Podniosłam torbę z ziemi i znowu ruszyłam w swoją stronę.

jak tylko dotarłam do domu, zrzuciłam buty i pobiegłam do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz, upewniając się, że nikt nie będzie mi przeszkadzał. Osunęłam się na ziemie i kopnęłam torbę w stronę biurka. Dopiero teraz przypomniałam sobie o karteczce. Leniwie podniosłam się z miejsca i podeszłam do torby, gdzie była schowana. W końcu ją wygrzebałam spomiędzy zeszytów i książek. Przeczytałam na głos napis. "Zabawę czas zacząć! Trzymajcie się wskazówek i rozglądajcie się dookoła." Może w końcu wyjaśnię o co chodzi z tymi karteczkami. Dawno temu w dzieciństwie razem z Jaśkiem zgodziliśmy się na grę mojego wujka. Polegała na znalezieniu wszystkich karteczek, które były ponumerowane. Czemu to robiliśmy? Dla nagrody, ten kto przegrał miał spełnić życzenie wygranego. Świetnie się bawiliśmy, jednak wtedy wujek wyjechał i próbowaliśmy to zrobić na własną rękę, jednak nam nie wyszło i wtedy straciłam do niego zaufanie. Nie chodzi o to, że nie udało nam się. Jasiek...On... nieważne... to nie czas i miejsce na wspominanie tego. Ale jeżeli pojawiły się karteczki to... wujek wrócił!
Szybko doprowadziłam się do porządku, zabrałam telefon i wyszłam z pokoju. Zbiegłam po schodach, o mało nie zabijając się przez jeden pominięty schodek. Założyłam buty i krzyknęłam krótkie "wychodzę". Zamknęłam za sobą drzwi i zaczęłam biec dobrze znana mi droga. Popychałam ludzi, przewracałam się, byleby dostrzec do domu, w którym niegdyś spędziłam w nim cale dnie, ale gdy wujek wyjechał musiałam znaleźć inne miejsce.  Gdy tylko dotarłam do wujka, od razu wbiegłam do salonu. Stanęłam w miejscu i ze zdziwieniem na twarzy obserwowałam osoby w salonie, które tak samo jak ja były zdziwione.

***

I oto kolejny rozdział *o* Nie jestem z niego zadowolona :C
Następny rozdział nie będzie tak szybko, bo wczoraj dostałam szlaban :''') Kocham Cię tato <3
Sarkazm bardzo...


~Czytasz? Zostaw komentarz  C: ~

środa, 6 maja 2015

#Prolog

Dzień jak co dzień, ten sam monotonny dzień.
Jednak... czy ktoś zmieni mi tryb życia?
Czy znienawidzona osoba okaże się moim wybawcą?
Czy ktoś zaakceptuje taką, jaką jestem?
Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

Jestem osiemnastoletnią długowłosą brunetką o czekoladowych oczach. Nienawidzę koloru oczu, więc zakładam duże, czarne soczewki. Jestem raczej samotniczką, ale to nie oznacza, że popadam w depresje i jestem aspołeczną dziewczynką, która boi się wyjść z domu i dokogoś zagadać. Może i jestem nieśmiała, ale potrafię dołożyć komuś, kto na to zasługuje. Nie ufam ludziom, mam tylko jedną prawdziwą przyjaciółkę.
Kocham pisać wiersze, o dziwo większość z nich sprawdza się w przyszłości, Czy można to nazwać proroctwem? Raczej nie przynajmniej nigdy tak nie uważałam. Ale z tym pisaniem nie jest tak że siedzę nad wierszem 2 bite godziny i wychodzą nędzne wypociny. To jest jak natchnienie, siadam przed kartką papieru i wszystkie słowa, które zaprzątają mi umysł przelewam na papier, zaraz po skończeniu mojego małego dzieła zapominam wszystko co siedziało mi w głowie. Czuję się okropnie, jakby ktoś pozbawił mnie duszy.

"Jest jeden chłopak na świecie,
o którym marzę i śnię,
którego kocham bardzo
i z którym spotkać się chce.
Lecz to są tylko marzenia,
których nie spełni nikt
i będę żyła w cierpieniu
aż do końca moich dni."

********************

I tak oto jest prolog, mam nadzieje, że się spodobał. :3

~Czytasz? Zostaw komentarz  C: ~